Jeden facet to za mało

Kobiety w mojej rodzinie, a jest ich nie mało, właściwie większość, uważają że mężczyzna jest kobiecie potrzebny po to, żeby coś naprawić lub ukręcić ciasto na biszkopt. Moja była terapeutka twierdziła z kolei, że mężczyzna jest kobiecie potrzebny dla przyjemności. Bardziej podoba mi się ta druga teoria, choć i przyjemności jedzenia tortu na biszkoptowym cieście sobie nie odmówię.
Pierwsza dama filmu polskiego za czasów PRL-u, muza Andrzeja Wajdy, Beata Tyszkiewicz, na zadane jej pytanie, do czego jest potrzebny mężczyzna, odpowiedziała: mężczyzna? Kobieta powinna mieć ich co najmniej trzech. Jednego do reprezentacji. Jakiej reprezentacji? Sportowej? Ładny być On musi, ale nie za ładny, żeby był trochę ładniejszy od małpy. I żeby był miłym dla oka tłem, przyozdabiał kobietę, jak dyskretna biżuteria. Każdy ją dostrzeże, zwłaszcza jeśli wzrok zmierza ku głębokiemu dekoltowi. Widziałam ostatnio jakąś komedię romantyczną z Umą Thurman. Wylegiwała się frywolnie na kozetce u psychoterapeutki, która (o zgrozo!) była matką jej chłopaka. Oczywiście podstępna baba – Meryl Streep – nic jej o tym nie powiedziała. Drżącą ręką sięgała po szklankę wody, kiedy niedoszła synowa opowiadała z zachwytem o kształcie penisa jej bogobojnego, żydowskiego potomka. Białą szyję Umy, przyozdabiał fantastyczny złoty wisior.
No właśnie. Ten pierwszy z trzech mężczyzn kobiety, à la sportowiec, powinien mieć jeszcze spore zasoby pieniężne, oczywiście nie obchodzi nas, jak zdobywane. Czasem powinien obdarować nas jakimś frymuśnym, dyndającym między cyckami, prezencikiem.
A co z drugim panem, droga pani Beatko? Drugi naturalnie do łóżka. Taki jurny jaguar albo cichy lisek. Dużo mówić nie musi, nawet do łóżka niekoniecznie trzeba z nim pójść, bo to wiadomo, w zależności od cyklu miesięcznego różnie z nami bywa. Byleby On tylko czasem po główce nas pogłaskał i powiedział: wszystko będzie dobrze, nie martw się tak bardzo. Żeby uspokajał nas z wielką pewnością, bo On przecież wiedziałby. Ukryte moce jasnowidzące by miał i krótkie przebłyski dotyczące przyszłości. Wizje, w których widziałby, że zawsze będziemy piękne i młode, nigdy się nie odkształcimy i nigdy nie będziemy cierpieć. A planeta, cały ten łez padół, będzie nas potrzebować do życia, jak samego Słońca. I widziałby to On bez żadnych narkotyków oczywiście. Żadnej ajahuaski i znajomości sekretów Don Juana.
No dobrze, sekcje sportowe mamy załatwione. Sekcja spektakularnej koszykówki z Magic Johnsonem i sekcja relaksacyjnej jogi z głaskaniem gratis. Pozostał jeszcze trzeci facio.
Ten trzeci to musi być przyjaciel-filozof. Żeby tak można z Nim było w miłej kawiarni w Gdańsku na Starówce wpompowywać kofeinę w żyłę godzinami, a potem pójść z Nim na spacer na słoneczną ulicę Długą, a może jeszcze dalej… A taką Długą, to my proszę Państwa mamy jedyną w całej Polsce. Ulica Długa posiada dwie bramy, na początku i na końcu. Polscy królowie (co już takich mężczyzn nie znajdzie się nigdzie, przenigdzie), jedną bramą wjeżdżali na ogierach arabskich, ech! Jechali dumni, że taki Gdańsk wspaniały i na Morze się otwiera i nie oddamy go nigdy hordom barbarzyńskim! A potem wyjeżdżali drugą bramą, sławiąc chwałę Gdańska na rozległe niziny i wyżyny ziem polskich! O tym i o innym byśmy z przyjacielem-filozofem gaworzyli sobie. A w żyłę, dalej mała czarna by się sączyła i upajała nas szczęściem ulotnym. Być może potem, jeśli piękna pogoda by się nadarzyła, pojechalibyśmy sobie na Przeróbkę rowerami. Kanał zobaczyć i czarne okręty błyszczące w słońcu podziwiać, ich monumentalizm i majestatyczność. One siwy dym by wydmuchiwały z siebie kominami wielkimi, a my niebieski byśmy wciągali nad kanałem tym mistycznym. Albo do lasu byśmy poszli, gdzie ludzi mało spaceruje i tylko zwierzęta zza zieloności by nas obserwowały. Tam byśmy gadali o przemijaniu, o dobrym życiu i naszych zgniłych nosach za pięćdziesiąt lat. Taki przyjaciel na „bezplan” to trzeci mężczyzna kobiety.
A co z miłością pani Beatko? To już nie można być z tym jednym, jedynym do końca życia. Tym jedynym pani Beato, tym mądrym, bogatym i pięknym Królem Polski na koniu arabskim… Czy można?
Pani B. nawet się nie uśmiechnęła, no a ile może pani zjeść z tym jedynym tych serów, bułek i jajecznic na śniadanie?
Byłam kiedyś, świeżo po rozstaniu z pewnym ukochanym, na domowym Sylwestrze, wokół prawie same wieloletnie pary tańcowały, wino popijały. Przysiadłam z dwoma koleżankami, również samotnymi na stylowej kanapie, a nieopodal pewien stateczny mężczyzna przyglądał się nam z zainteresowaniem. Spytał więc innego pana: dlaczego takie trzy wspaniałe kobiety są tutaj same. Na co jedna z koleżanek odparła: czy powiedziałeś mu już, że wszystkich naszych facetów wykończyłyśmy?