Monthly Archives: Wrzesień 2015

Nigdy nie brałem LSD

By | Bez kategorii | One Comment

Thurstone Moore (Sonic Youth)

Miałem dzisiaj dziwny sen. Śnił mi się Thurston Moore, który oprowadzał mnie po zakamarkach Nowego Jorku. Byłem przeszczęśliwy i onieśmielony chłopięcą charyzmą starzejącej się gwiazdy muzyki alternatywnej. Wyższy ode mnie o głowę, w niezniszczalnych trampkach i flanelowej kraciastej koszuli sunął na przestrzał czarnymi ulicami Brooklynu, Queens, schodziliśmy całe Long Island. Ledwo co nadążałem za moim idolem. Rozmawialiśmy jak starzy przyjaciele o muzyce, kobietach, polskiej kuchni i o jego bolesnym rozstaniu z Kim Gordon. Czułem się jak jego ukochany młodszy brat z dalekiego wschodu.
Lecz nagle niebo pociemniało, brunatne budynki złowrogo się do nas zbliżyły, Thurston znienacka nachylił się nade mną i szeptem zapytał: Po chuj ci to wszystko? Dlaczego piszesz tak słabe piosenki?
Nie mogłem uwierzyć, myślałem, że śnię (dobre, co nie?). Nastąpił nokaut, a potem powolne liczenie.
Myślałem, że zdechnę, że nie uda mi się ustać na rozedrganych nogach, strzelił mi prosto w serce. Poczułem się nikim przy moim bożyszczu. Gdyby jakiś gryzipiór lub nieudaczny awangardowy grajek zadał mi tak bezczelne pytanie, za nic miałbym taką zniewagę. Lecz to Thurston Moore wypowiedział te miażdżące słowa, król gitarowego zgiełku, skromny, prawdziwy i ultra wyrobiony we wszelakich dziedzinach nowojorskiej sztuki, o których istnieniu nawet nie miałem pojęcia. Spojrzał się na mnie z politowaniem, zapalił papierosa, zaciągnął się solidnie i wypuszczając niebieskie kółeczka, wycedził leniwie: albo te twoje grafomańskie teksty, o czym one kurwa mówią, co chcesz przekazać drugiemu człowiekowi? Ten kawałek z nowej płyty, co tam niedawno nagraliście – nawet niezły. Pat fajny riff wymyślił, ale ten początek, to intro, ta pseudo etiopska gitarka – pożal się Boże. Marta fajnie napisała pierwszą zwrotkę, ale ty musiałeś wszystko spierdolić swoimi wypocinami, jak to leci… „w twoich oczach błyszczą słońc” i dalej „powieki powlekane złotem, zlizuję z policzka łzę”. Co to kurwa jest, Wersal jakiś, Król Słońce, Ludwik XIV, co to za chłam?
Milczeliśmy przez chwilę, która dla mnie była całą wiecznością, patrzyłem bezmyślnie na jego brudne markowe trampki i z trudem próbowałem złapać oddech, w końcu usiadłem na chodniku i patrząc w górę, błagalnym tonem zapytałem: Co robić, co mam zrobić teraz z tym wszystkim?
Spojrzał na mnie łagodnie, uśmiechnął się i szelmowskim tonem oznajmił: Udaj się do Grześka Skawińskiego, który buduje studio nieopodal ciebie, zegnij kark, ukorz się, idź tam z Martą z poczęstunkiem, z chlebem i solą, powitaj go jak trzeba, jak najlepszego sąsiada. Poproś o radę, zapytaj, jak się osiąga sukces. Zapytaj grzecznie: Panie Grzegorzu, co robię nie tak? Dlaczego?… dlaczego to wszystko takie ciężkie, mozolne i między palcami się rozłazi? Panie Grześku, królu złoty, dlaczego jestem taki pojebany, mało zdolny i na gitarze ledwo co gram?

Thurstone Moore z płytą Wild Books

Jeżeli zaś chcesz grać prawdziwą muzykę, taką z krwi i kości, zapytaj chłopaków z Nagrobków, Szelestu Spadających Papierków czy Wild Books, jak się gra prawdziwego rock and rolla. Z tymi ostatnimi widziałem się niedawno przy okazji jakiegoś festiwalu w Polsce. Brzmią tak jak trzeba, mają dobry groove i wiedzą, jak się dobrze ubrać. Spójrz na siebie, na swoją misiowatą fryzurę, na te żenujące czerwone buciki, zapytaj Grześka z Wild Books, jak zrobić trwałą i jak się gra prawdziwą gitarową muzykę bez napinki.
I nagle jeb! poczułem bolesne uderzenie w pierś, po kilku sekundach zrozumiałem, co się stało: zostałem obudzony przez Kikę, naszą kociczkę kochaną, która wskoczyła z impetem na klatę swojego pana. Byłem cały zlany potem, zniknął Brooklyn i Manhattan, pojawiło się Migowo i śpiew spod prysznica za ścianą – to Jolka, nasza zgrabna sąsiadka, szykowała się do pracy. Zrzuciłem Kikę, wstałem, wsadziłem głowę pod zimną wodę, napiłem się kawy i postanowiłem posłuchać Wild Books i Nagrobków. Po wysłuchaniu kilku kawałków pomyślałem – to jest to, do nich teraz świat należy! Po kilku minutach z pewną obawą wsunąłem nową płytę Kobiet do odtwarzacza CD, rozkręciłem na cały regulator swoją starą wierzę hi-fi i odpaliłem utwór LSD, ten, o którym mówił Thurston. Po trzech minutach unosiłem się nad światem, drzewa za oknem promieniowały złotym blaskiem, poczułem bezgraniczna miłość do ludzi, zwierząt i całej planety, szybowałem w złotej chmurze razem z Królem Midasem, „Nigdy nie brałam LSD, ale tak chyba ten stan wygląda” – śpiewała delikatnym głosem Marta, ta słodka dziewczyna z Trójmiasta. Pomyślałem: Thurstonie Moore, królu złoty, myliłeś się, ta piosenka jest świetna, powalająca, pełna miłości, mocy i piękna. Intro doskonałe, słowa świetliste, niewinne i szczere, nawet jeśli straciłem poczucie rzeczywistości i nie widzę rzeczy zbyt realnie, to czuję dobro bijące z tych nieokiełzanych, dzikich dźwięków. Po takiej dawce energii chcesz objąć i przyjąć do domu wszystkich uchodźców, chcesz dać pyska Antoniemu Macierewiczowi i nakarmić wszystkie głodne psy.

Grzegorz Wiernicki (Wild Books)

W jednym z moich ulubionych filmów braci Cohen „Bracie, gdzie jesteś?” jeden z bohaterów, który ma obsesję na punkcie swojej eleganckiej fryzury (George Clooney) pociesza swojego towarzysza ucieczki z więzienia: wrócimy do domu, posmarujemy włosy pomadą i świat wyda się piękniejszy. Już za kilka dni będziecie mogli posłuchać studyjnej wersji utworu LSD, idźcie do domu, posmarujcie włosy pomadą, odpalcie swoje hi-fi, nastawcie utwór numer 6 z płyty „Podarte sukienki”, a świat z pewnością wyda się Wam piękniejszy.

Jeden facet to za mało

By | Bez kategorii | No Comments
Kobiety w mojej rodzinie, a jest ich nie mało, właściwie większość, uważają że mężczyzna jest kobiecie potrzebny po to, żeby coś naprawić lub ukręcić ciasto na biszkopt. Moja była terapeutka twierdziła z kolei, że mężczyzna jest kobiecie potrzebny dla przyjemności. Bardziej podoba mi się ta druga teoria, choć i przyjemności jedzenia tortu na biszkoptowym cieście sobie nie odmówię.
Pierwsza dama filmu polskiego za czasów PRL-u, muza Andrzeja Wajdy, Beata Tyszkiewicz, na zadane jej pytanie, do czego jest potrzebny mężczyzna, odpowiedziała: mężczyzna? Kobieta powinna mieć ich co najmniej trzech. Jednego do reprezentacji. Jakiej reprezentacji? Sportowej? Ładny być On musi, ale nie za ładny, żeby był trochę ładniejszy od małpy. I żeby był miłym dla oka tłem, przyozdabiał kobietę, jak dyskretna biżuteria. Każdy ją dostrzeże, zwłaszcza jeśli wzrok zmierza ku głębokiemu dekoltowi. Widziałam ostatnio jakąś komedię romantyczną z Umą Thurman. Wylegiwała się frywolnie na kozetce u psychoterapeutki, która (o zgrozo!) była matką jej chłopaka. Oczywiście podstępna baba – Meryl Streep – nic jej o tym nie powiedziała. Drżącą ręką sięgała po szklankę wody, kiedy niedoszła synowa opowiadała z zachwytem o kształcie penisa jej bogobojnego, żydowskiego potomka. Białą szyję Umy, przyozdabiał fantastyczny złoty wisior.
No właśnie. Ten pierwszy z trzech mężczyzn kobiety, à la sportowiec, powinien mieć jeszcze spore zasoby pieniężne, oczywiście nie obchodzi nas, jak zdobywane. Czasem powinien obdarować nas jakimś frymuśnym, dyndającym między cyckami, prezencikiem.
A co z drugim panem, droga pani Beatko? Drugi naturalnie do łóżka. Taki jurny jaguar albo cichy lisek. Dużo mówić nie musi, nawet do łóżka niekoniecznie trzeba z nim pójść, bo to wiadomo, w zależności od cyklu miesięcznego różnie z nami bywa. Byleby On tylko czasem po główce nas pogłaskał i powiedział: wszystko będzie dobrze, nie martw się tak bardzo. Żeby uspokajał nas z wielką pewnością, bo On przecież wiedziałby. Ukryte moce jasnowidzące by miał i krótkie przebłyski dotyczące przyszłości. Wizje, w których widziałby, że zawsze będziemy piękne i młode, nigdy się nie odkształcimy i nigdy nie będziemy cierpieć. A planeta, cały ten łez padół, będzie nas potrzebować do życia, jak samego Słońca. I widziałby to On bez żadnych narkotyków oczywiście. Żadnej ajahuaski i znajomości sekretów Don Juana.
No dobrze, sekcje sportowe mamy załatwione. Sekcja spektakularnej koszykówki z Magic Johnsonem i sekcja relaksacyjnej jogi z głaskaniem gratis. Pozostał jeszcze trzeci facio.
Ten trzeci to musi być przyjaciel-filozof. Żeby tak można z Nim było w miłej kawiarni w Gdańsku na Starówce wpompowywać kofeinę w żyłę godzinami, a potem pójść z Nim na spacer na słoneczną ulicę Długą, a może jeszcze dalej… A taką Długą, to my proszę Państwa mamy jedyną w całej Polsce. Ulica Długa posiada dwie bramy, na początku i na końcu. Polscy królowie (co już takich mężczyzn nie znajdzie się nigdzie, przenigdzie), jedną bramą wjeżdżali na ogierach arabskich, ech! Jechali dumni, że taki Gdańsk wspaniały i na Morze się otwiera i nie oddamy go nigdy hordom barbarzyńskim! A potem wyjeżdżali drugą bramą, sławiąc chwałę Gdańska na rozległe niziny i wyżyny ziem polskich! O tym i o innym byśmy z przyjacielem-filozofem gaworzyli sobie. A w żyłę, dalej mała czarna by się sączyła i upajała nas szczęściem ulotnym. Być może potem, jeśli piękna pogoda by się nadarzyła, pojechalibyśmy sobie na Przeróbkę rowerami. Kanał zobaczyć i czarne okręty błyszczące w słońcu podziwiać, ich monumentalizm i majestatyczność. One siwy dym by wydmuchiwały z siebie kominami wielkimi, a my niebieski byśmy wciągali nad kanałem tym mistycznym. Albo do lasu byśmy poszli, gdzie ludzi mało spaceruje i tylko zwierzęta zza zieloności by nas obserwowały. Tam byśmy gadali o przemijaniu, o dobrym życiu i naszych zgniłych nosach za pięćdziesiąt lat. Taki przyjaciel na „bezplan” to trzeci mężczyzna kobiety.
A co z miłością pani Beatko? To już nie można być z tym jednym, jedynym do końca życia. Tym jedynym pani Beato, tym mądrym, bogatym i pięknym Królem Polski na koniu arabskim… Czy można?
Pani B. nawet się nie uśmiechnęła, no a ile może pani zjeść z tym jedynym tych serów, bułek i jajecznic na śniadanie?
Byłam kiedyś, świeżo po rozstaniu z pewnym ukochanym, na domowym Sylwestrze, wokół prawie same wieloletnie pary tańcowały, wino popijały. Przysiadłam z dwoma koleżankami, również samotnymi na stylowej kanapie, a nieopodal pewien stateczny mężczyzna przyglądał się nam z zainteresowaniem. Spytał więc innego pana: dlaczego takie trzy wspaniałe kobiety są tutaj same. Na co jedna z koleżanek odparła: czy powiedziałeś mu już, że wszystkich naszych facetów wykończyłyśmy?

Wielki Wybuch

By | Bez kategorii | No Comments
Niemiecki pancernik Schleswig-Holstein 76 lat temu wystrzelił ze swoich lśniących dział do naszych dzielnych przodków, piętnaście kilometrów od miejsca w którym teraz żyję. Nie ulegliśmy zagładzie i mamy się całkiem dobrze. Stukam w czarne klawisze  laptopa i popijam kawkę. To, że pomimo ciężkiej pracy nad sobą przez ostatnie dziesięć lat, mam nic nieznaczące emocjonalne zawirowania i chciałbym sąsiadowi sprzedać liścia, to pryszcz. Życzę mu wszystkiego najlepszego, choć kundel ukryty we mnie chciałby pokąsać jego chude łydki. Nie zniszczę jego roślinek i nie zgwałcę żony, nie będziemy się nawzajem eksterminować. Napiszę kolejną piosenkę lub przebiegnę dwadzieścia kilometrów w pobliskim lesie. Lub jebnę pilotami od huczącego telewizora prosto w kolorowe kuchenne kafelki. Potem będzie mi przykro pomodlę się o przebaczenie i będę miał poczucie winy. Lepiej tak, niż strzelać z dział jak mawiał mój dziadek gdy po trzech dniach chlania wracał do domu. Ja, zamiast chlania nagrywam kolejne płyty. Świat jest pełen wysublimowanej agresji wciąż mu wszystkiego mało.
Za mało płyt, za mało książek, filmów, poradników, przewodników, trenerów personalnych, ciuchów do biegania, piosenkarzy i blogerów. Za mało powiedziałem, za mało wykrzyczałem, za mało bochenków chleba zjadłem, za mało zwierząt udręczyłem, samochodów zajechałem, butów rozchodziłem, kobiet unieszczęśliwiłem.
Świat wybucha swym przepychem, my eksplodujemy z nim, jesteśmy jego wybuchową częścią.
Nagraliśmy płytę w trzy miesiące. Zimą muzyka, wiosną słowa, latem tzw. szata graficzno wizualna, ale jak wiadomo nie szata zdobi człowieka, jesienią dopełnimy cykl i światło dzienne ujrzy nasza nowa płyta.
Skąd w człowieku ta nieustanna chęć rozmnażania, pomnażania, niczym nieskrępowanej mentalno-cielesnej kopulacji? Zróbmy zdjęcia całemu światu, niech nie zostanie nic nieujrzanego! Zjedzmy wszystko, co jest do zjedzenia na tej planecie i zróbmy fotkę z tej gigantycznej uczty! Wyślijmy ją wszystkim, żeby potwierdzić nasze istnienie. Wypowiedzmy wszystkie słowa zapisane we wszystkich słownikach świata, niech docenią naszą elokwencję. Skąd ten uciążliwy, nieskończony egocentryzm? Studnia bez dna, a w niej ja.:) Może to Natura porami z nas się wylewa, na powierzchnię chce wypełznąć. Ta przedziwna kombinacja przemocy i miłości, okraszona poczuciem winy i brutalnym buntem zwierzęcia zamkniętego w człowieku. „Kot zaszyty w psie” jak mawiał Ryszard trójmiejski poeta.
Czy mamy Wam coś moi kochani przyjaciele, rodacy i słuchacze muzyki alternatywnej, oprócz tych banałów do przekazania? TAK, życie jest dziwne, piękne, straszne, czyli nie wiadomo jakie. Oto wielka tajemnica wiary. Jest rok 2015 wciąż żyjemy, kochamy, chcemy grać, śpiewać i wysyłać dźwięki w bezkresny Eter. Liście zielenieją, czerwienieją, złocą się, spadają i na nowo pęcznieją. Nie chcemy prezydenta, ani generała, nie chcemy papieża, cara ani wojny, którą wywołują mężczyźni. Jesteśmy Kobietami i mamy swoją królową jest nią nasza nowa muzyka. Tylko Przyroda może nas poskromić.